Przejdź do treści

Im mniej tym więcej

W wiszącej nad zlewem szafce znajdowało się praktycznie wszystko, czego potrzebowałem – czyste filiżanki i kawa rozpuszczalna w jednorazowych saszetkach. Czajnik bulgotał żwawo i podskakiwał na swojej plastikowej stopce, jakby sam nie mógł się doczekać chwili, gdy wrzątek będzie gotowy. Wyłożyłem na spodek ostatniego herbatnika, zalałem kawę wodą i z filiżanką rozsiewającą zapach Nescafe 3in1 udałem się do stojącego przy oknie krzesła.

Znajdowałem się w pomieszczeniu, stanowiącym bardzo oryginalne połączenie kuchni z czytelnią. Niewielki pokój mieścił w sobie użytkowy zakątek z bieżącą wodą i sprzętem niezbędnym do przygotowania ciepłego napoju, a poza nim wszystkie ściany pokrywały regały zapraszające do lektury rozmaitych książek. Dekorację uzupełniało kilka prostych stolików i krzeseł oraz gęsta, aksamitna cisza przenikająca wszystko w tym niezwykłym domu. Oczywiście było też okno, mój ulubiony element tego niecodziennej urody saloniku. Duże okno z rozległym widokiem na rozciągający się w dole jesienny ogród.

Od kilku dni zaglądałem regularnie do tego pokoiku, za każdym razem o tej samej porze i w tym samym celu. Gdy tylko godzinowa wskazówka zegara ogłaszała jedenastą, cichym, miękkim krokiem przemierzałem długi korytarz, by na moment zniknąć za starymi, drewnianymi drzwiami, oznaczonymi symbolem czerwonej filiżanki.

Czego tam szukałem?

Spokoju i ciszy?
Z całą pewnością nie. Tych miałem wręcz w nadmiarze jak rzadko kiedy. Od dobrych czterech dni praktycznie z nikim nie rozmawiałem, a cisza stała się moją młodszą siostrą, chodzącą za mną krok w krok.

Lektury?
Nie tym razem. Nie pragnąłem czytać żadnej z książek. Szkoda było mi na to czasu, ponieważ wszystkie spędzone w tym domu chwile były wypełnione treścią. Intensywnie pracowałem… Pracowaliśmy razem, On i ja.

Myślę, że szukałem smaku.
Rozpuszczalnej kawy i tanich herbatników?
Nie… i owszem tak, ponieważ one stanowiły ważny składnik smaku piękna spokojnej zwyczajności, którą zajadałem się tutaj chciwie. Zero ekstrawagancji, zbytku czy przesytu pozbawiających właściwego czucia rzeczy, tylko prostota i umiar o głębokim aromacie rozbudzającym zmysły. Dotykałem Życia.
Właśnie tak. Wpatrzony w pejzaż za oknem kontemplowałem opadanie złotych liści, szum jesiennego wiatru, ciepło i zapach kawy oraz łagodny przepływ czasu w rytmie odmierzanym równym biciem serca. Ciągle coś się dzieje. Dużo więcej niż mi się zdaje, gdy przechodzę przez dzień z organizerem wypchanym zadaniami do wykonania. Jakby na co dzień umykał mi jakiś istotny wymiar rzeczywistości.

Teraźniejszość?
Być może… Jeśliby się nad tym uczciwie zastanowić, to większość swojego czasu spędzam w przeszłości, której nie mogę zmienić, albo w przyszłości, która może nigdy nie nastąpić. Teraźniejszość natomiast przepływa mi przez palce jak woda – jest i za chwilę już jej nie ma. Przyszłość staje się przeszłością, a ja nie patrzę zbyt uważnie, by dostrzec jak na moment rozkwita, zamieniając się w pełną Życia teraźniejszość.

Zatrzymałem w dłoniach pustą już filiżankę. Ciepło naczynia oraz zanikający zapach kawy były ostatnim odcieniem smaku kończącej się właśnie chwili. Udało mi się. Tym razem nie uroniłem z niej ani jednej kropli. Nasyciłem duszę nie mnogością doznań, lecz delektowaniem się i głębokim odczuwaniem pojedynczej rzeczy. 

Im mniej… tym więcej.

Kwadrans mej przerwy dobiegł końca. Umyłem filiżankę i opuściłem w milczeniu kuchenno-biblioteczny gabinet. Tego dnia w domu Ignacego czekało na mnie jeszcze wiele ćwiczeń do wykonania.

Jeden komentarz

  1. Jan Jan

    To jest kolejny artykuł, w którym autor wprowadza nas w świat duchowości św. Ignacego, sam będąc pod jej wyraźnym wpływem.
    Właściwe przeżywanie chwili, czerpanie zadowolenia z jakości, nie zaś z mnogości doznań, radowanie się z piękna otaczającego nas świata – to wielka umiejętność.
    O ile bylibyśmy spokojniejsi, a życie nasze bardziej spełnione, gdybyśmy posiedli ten sposób przeżywania chwili. Wszak jedyny realny wpływ mamy właśnie na teraźniejszość. Żeby móc powiedzieć „im mniej… tym więcej” potrzebna jest daleko idąca samodyscyplina, samoograniczanie się i umiejętność cieszenia się z tego co mamy tak, jak gdybyśmy nie mogli sięgnąć po więcej.
    Muszę się jeszcze wiele nauczyć. Wciąż bowiem uważam, że następny kawałek ciasta to całe sto procent satysfakcji więcej.
    Wielki szacunek dla autora tego blogu.

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.