Przejdź do treści

Na minutę przed świtem

Szare kształty zaczęły powoli wyłaniać się z mroku, jakby ośmielone pierwszymi oznakami budzącego się dnia. Powietrze wypełniała gęsta, niczym niezmącona cisza, rozwieszona pomiędzy budynkami, jak kawał ciężkiego sukna. Niesamowita, wręcz namacalna, podobna do gładkiej tafli wody w podziemnym jeziorze. Przecinając ją żwawym krokiem poczułem się niemal jak niesforny chłopiec wrzucający kamień do spokojnej toni.

Czy cisza potrafi się odkształcać jak powierzchnia wody?
Co za pytanie, przecież cisza jest po prostu ciszą i już…
„Miau!”
To było bardzo oburzone „miau” z ewidentną nutą pretensji w tonie. Przechodząc zamyślony nie zauważyłem burego kota, który przysiadł na jednym z parapetów. Patrzył na mnie wzrokiem pełnym dezaprobaty. Być może dostrzegł łagodne falowanie ciszy, którą właśnie zmąciłem stukotem butów?

Jedna minuta przed świtem. Za zakrętem w lewo chodnik zmienił się w ubitą piaskową drogę. Zacząłem biec – na wschód, ku Słońcu rozlewającemu czerwień, pomarańcz i złoto po błękicie nieba. Właśnie teraz wszystko się zaczyna. Stwórca wchodzi do swojej pracowni, a ja mam szansę przyłapać Go w chwili, gdy zacznie malować, rzeźbić i wyplatać cud nowego dnia. Uwielbiam ten moment. Jak wszędobylskie dziecko wchodzę do warsztatu Taty, aby z wypiekami na twarzy przyglądać się, co ciekawego zrobi tym razem. I choć patrzę z zachwytem na rzeczy wychodzące spod Jego palców, to przecież nie dla nich przychodzę. Szukam Go, ponieważ to On mnie fascynuje i inspiruje. Jego obecność napełnia mnie Życiem, a przyglądając się Mu pragnę być taki jak On i naśladować Go we wszystkim.

Jedna minuta przed świtem – to mój czas intymnego spotkania z Bogiem. Jest dla mnie jak ósmy dzień tygodnia, chwila żyjąca poza kalendarzem. Nierzeczywista, kiedy się o niej opowiada i więcej niż rzeczywista, kiedy się ją przeżywa. Jak Wieczność w pigułce, która po zażyciu przenosi zwykłą ludzką dobę do Boskiego wymiaru. Moment będący zaczynem włożonym w trzy miary mąki nadchodzącego dnia.

Wziąłem głębszy oddech pochylając się do przodu, by oprzeć ręce na kolanach. Po wysiłku rześkie powietrze smakuje jak nektar. Wdech… Wydech… Wdech… Wydech… Wdeeeech…
Prostując się uniosłem ręce do góry i popatrzyłem w niebo. Kocham to uczucie ciepła, gdy gorąca krew pulsuje w tętnicach, a w uszach słychać wyraźnie bicie własnego serca. W tej chwili jak w żadnej innej czuję w sobie niemal dosłowną eksplozję Życia, która napełnia mnie jedynym w swoim rodzaju uczuciem szczęścia.
Słońce zaczęło wyglądać śmielej spoza drzew. Zaspani ludzie pojawili się na ulicach ze swoimi czworonogami. Pora wracać do domu. Dzień dopiero się zaczyna, a dla mnie wydarzyło się już tak wiele.

Modlitwa oraz ćwiczenia. W codzienności wypełnionej różnymi obowiązkami oraz zobowiązaniami najłatwiej jest mi zaniedbać miejsce właśnie dla nich. Z drugiej jednak strony, kiedy ich zabraknie, wszystkie inne zadania mogą stać się frustrującym ciężarem, zawiniętym w szorstki kaftan przemęczenia i stresu. Właśnie dlatego warto każdego dnia szukać przestrzeni dla tego, co nas ożywia. Ja odnalazłem tę przestrzeń o poranku, wstając z łóżka nieraz na przekór sobie i wychodząc w śpiący jeszcze świat, aby szukać Życia. Znajdź swoją „minutę przed świtem”. Zapewniam, że ci się spodoba.

Jeden komentarz

  1. Jan Jan

    Trzeba wielkiej wrażliwości, wiary i wyobraźni, aby tak postrzegać otaczającą nas rzeczywistość, która przecież dla większości z nas jest zwykłą codziennością.

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.