Przejdź do treści

Sztuka małych przyjemności

Czy znasz film pt. „Amelia”? To bardzo oryginalne dziełko francuskiego kina ostatnich lat – nietuzinkowa fabuła, nowatorskie ujęcia i przede wszystkim przepiękna muzyka. Ma też pewną szczególną cechę, która niemal od razu rzuca się w oczy widza. Praktycznie każda postać wprowadzana do akcji zostaje najpierw dość obszernie przedstawiona. Kamera zatrzymuje się na moment przy wybranym bohaterze, narrator zaś opowiada o jego upodobaniach, o tym co dana osoba lubi, a czego nie.

Szczerze urzeka mnie to, że niemal wszyscy spośród nich posiadają swoje drobne przyjemności, małe chwile prostych doświadczeń, kojące trud dnia powszedniego.
Amelia zbiera płaskie kamyki, żeby puszczać nimi kaczki na rzece, lubi też zanurzać ręce w workach z ziarnami na targu. Jej ojcu sprawia radość zrywanie starych tapet ze ściany, a matce wysypywanie wszystkich rzeczy z własnej torebki i układanie ich od nowa. Sąsiad z naprzeciwka maluje obrazy, ktoś inny kolekcjonuje porzucone fotografie… Trzeba przyznać, że w większości są to nieco ekscentryczne i raczej niecodzienne rozrywki, niemniej towarzysząca im idea jest zachwycająca.

Duszy ludzkiej tak naprawdę nie zadowalają fale euforii, ekstremalne doznania, szalona zabawa lub inne uciechy bijące w oczy z reklamowych banerów. Gdy o tym myślę, nasuwa mi się porównanie do zjedzenia paczki chipsów – otwieramy atrakcyjne opakowanie, na początku czujemy intensywny smak i zapach, lecz po pewnym czasie nie zostaje z tego już nic, poza bólem brzucha i niezadowoleniem, że zapchaliśmy się byle czym.

Choć to zdumiewające, to jednak znacznie głębiej potrafią dotknąć nas delikatne muśnięcia szczęścia, ukrytego w drobnych zdarzeniach codzienności. Dlatego warto popracować nad sztuką doświadczania małych przyjemności, smakowania życia w każdej minucie, w każdym oddechu, w każdym łyku herbaty…

Ja na przykład bardzo lubię oglądać wschody słońca przez kuchenne okno w moim domu. Cieszy mnie również zapach kawy w niedzielne przedpołudnia, rześkość poranków, spacery po lesie i smak oliwek. Uwielbiam aksamitną miękkość ciszy, towarzyszącej mi podczas adoracji w kaplicy. Mam dużo małych przyjemności, które napełniają światłem moje dni.

Zachęcam, byś ty także poszukał swoich własnych małych przyjemności i nauczył się przeżywać je świadomie. To może być naprawdę cokolwiek, ważne, by poruszało strunę autentycznej radości wewnątrz twej duszy i zbliżało cię do Życia.

Jestem pewien, że sam szybko je rozpoznasz i pozwolisz, by zamieniały „szarą rzeczywistość” w ogród pełen barw. Życzę ci tego.

Otacza nas tak wiele piękna i dobra.

Zawsze jest coś, czym można się cieszyć.

Zawsze jest za co dziękować.

Radość i wdzięczność zbliżają do Życia, zbliżają do Ojca.

Jeden komentarz

  1. Joanna Joanna

    Ja na przykład lubię jazdę pociągiem. Od kilku lat co najmniej 2razy w tygodniu uzywam tego środka transportu i nauczyłam się czerpać z tego przyjemność. Zwłaszcza kiedy zdarzy się tak jak teraz-pusty przedział, 2h drogi. To jest czas tylko dla mnie. Patrzę przez okno, głowa odpoczywa po tygodniu gonitwy, myśli płyną swobodnie. Nauczyłam się doceniać te chwile zawieszenia. Może Bóg właśnie po to dał mi tę drogę, a ja do tej pory dostrzegałam tylko trudy ciągłych podróży…

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.