Przejdź do treści

Dobre uczynki, trudna motywacja

Dobre uczynki są zadaniem wpisanym w naszą wiarę. To fakt. Każdy zgodzi się też z tym, że stanowią one wartość samą w sobie, czynią świat piękniejszym, uwrażliwiają ludzi, itd. Jednakże, gdy o nich mówimy, często towarzyszy im ciężkostrawna otoczka przymusu. Być może nawet bez złej woli zdarza nam się powiedzieć coś w stylu: „zrób tak i tak, bo nie pójdziesz do nieba”. Brzmi jak szantaż? Niestety, w tej czy w innej postaci jest to najczęstsza motywacja do czynienia dobrego, z jaką się spotykamy. Trudno się potem dziwić, że dobre uczynki przypominają bardziej niechcianą pańszczyznę lub nudny obowiązek, niż coś interesującego i pociągającego. A mogą takie być… lecz wszystko zależy od perspektywy z jakiej będziemy na nie spoglądać.

Pamiętam, że przez długi czas nie potrafiłem pogodzić ze sobą dwóch rzeczy, których mnie uczono. Z jednej strony mówiono mi: „Musisz robić dobre uczynki, żeby zostać zbawionym”, z drugiej natomiast: „Pan Jezus poprzez ofiarę krzyża zbawił wszystkich ludzi, także ciebie”.

Logika siada. A więc mam zapracować na swoje zbawienie, czy już jestem zbawiony? W poszukiwaniu odpowiedzi na to pytanie usłyszałem sporo pokrętnych wytłumaczeń, ale właściwie żadne mnie nie przekonało. Tymczasem od tej sprawy zależało bardzo wiele, mianowicie sens i konieczność spełniania dobrych uczynków.

Jeśli nie zostałem zbawiony ofiarą Jezusa, to wykłada się cała wiara. Jeśli zaś jestem już zbawiony przez Niego, to przecież nie muszę się dodatkowo starać, prawda? Ostry dylemat. Jak z niego wybrnąć?

Spróbujmy zmienić perspektywę. Wyobraźmy sobie, że niczego nie musimy robić. Zostaliśmy zbawieni przez Chrystusa, wystarczy w to wierzyć i nie potrzeba już nic więcej z naszej strony. Dobre uczynki przestają być obowiązkiem, koniecznością, przymusem.

Czy nadal warto je wykonywać? Owszem, lecz nie po to, żeby w zamian otrzymać zbawienie. Wypada je wykonywać właśnie ze względu na to, że jestem zbawiony, ponieważ takie zachowanie wyróżnia ludzi należących do Kościoła Chrystusowego.

Jednym zdaniem – spełniam dobre uczynki nie dlatego, żeby zapracować sobie na niebo, spełniam je, gdyż (upraszczając) dostałem już niebo, a ludzie nieba spełniają dobre uczynki.

„Wy jesteście światłem świata. Nie może się ukryć miasto położone na górze. Nie zapala się też światła i nie stawia pod korcem, ale na świeczniku, aby świeciło wszystkim, którzy są w domu. Tak niech świeci wasze światło przed ludźmi, aby widzieli wasze dobre uczynki i chwalili Ojca waszego, który jest w niebie.” (Mt 5, 14-16).

Motywacja zupełnie innej jakości, czyż nie?

Istnieje wiele badań wykazujących, że sposób w jaki człowiek myśli o świecie silnie wpływa na jego życie. Dla przykładu, ktoś reprezentujący postawę „nie chcę, ale muszę”, stosunkowo szybko odczuje zmęczenie i bezsens tego, czym się zajmuje. Zupełnie inaczej będzie z człowiekiem, który podchodzi do nowych rzeczy z zainteresowaniem i ochotą. Ten ciekawy mechanizm ma również zastosowanie w przypadku dobrych uczynków.

Wobec tego zachęcam, aby w ramach warsztatu wykonać w tym tygodniu jakiś dobry uczynek. Może być zupełnie drobny, jak podzielenie się kanapką lub wyrzucenie za kogoś śmieci. Niech towarzyszy mu jednak świadomość, że nie robię tego, by otrzymać coś w zamian, na ziemi lub w wieczności, ale dlatego, że już jestem zbawiony i stąd bierze się moja dobroć.

Przyglądaj się także temu, co będziesz wówczas czuć. Być może twoje uczucia uświadomią ci, iż każdy taki dobry uczynek jest dotykaniem Życia.

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.